Historia parafii w Wierzbicy

Wprawdzie parafia pw. Przemienienia Pańskiego w Wierzbicy k. Radomia jest najmłodsza spośród wszystkich parafii mariawickich (istnieje dopiero od 1972 r.( ale historia mariawityzmu na ziemi radomskiej jest znacznie dłuższa i sięga początków XX wieku. Wiąże się ona z osobą kapłana M. Fidelisa Szokalskiego, jedynego kapłana mariawity z diecezji sandomierskiej, który pełnił obowiązki wikariusza w nieodległej Iłży, zabytkowym miasteczku, o średniowiecznym jeszcze rodowodzie. W trakcie wyodrębniania się mariawityzmu z Kościoła Rzymskokatolickiego, młody duchowny został zasuspendowany przez władze diecezjalne, ale pewna ilość parafian zbudowanych jego przykładem, szukała opieki duszpasterskiej duchownych mariawickich już po powstaniu samodzielnego Kościoła Mariawitów. Nabożeństwa były odprawiane okresowo w kaplicy domowej. Dnia 8 sierpnia 1908 r. Formalnie zawiązała sie parafia mariawicka w Iłży, a 8 grudnia tego samego roku w przebudowanym domu ofiarowanym przez gospodarza Jana Bryłę we wsi Prędocin została poświęcona kaplica mariawicka. W 1909 r. pod nadzorem inż. Wąsowskiego z Iłży w tej samej wsi wzniesiono drewniany, modrzewiowy kościół. W Prędocinie urządzono również niewielki cmentarz grzebalny.

Placówka mariawicka w Iłży z siedzibą w Prędocinie była stosunkowo niewielka i dlatego była ona zwykle obsługiwana przez kapłanów z Lublina. Nieliczna grupa wiernych uległa podziałowi w czasie rozłamu w mariawityzmie. Jednak aż do 1968 r. Przy kościele w Prędocinie mieszkała siostra zakonna Joanna Chełstowska, która się nim opiekowała. Po jej przeniesieniu do Płocka (z uwagi na podeszły wiek) kościół został rozebrany, gdyż istniały plany budowy w Prędocienie murowanej świątyni. Nie wyraził jednak na to zgody Urząd ds. Wyznań. W związku z tym w pobliskiej wsi Kepa urządzono kaplicę w domu Kazimierza i Anieli Grodzickich. Jednak po ich śmierci, ich siostrzeniec (rzymskokatolik), który odziedziczył posesję, nie wyraził zgody na utrzymanie w budynku kaplicy mariawickiej.

Prawdopodobnie poza cmentarzem grzebalnym nie pozostałby po mariawitach w okolicach Radomia żaden ślad, gdyby nie przypadek innego młodego wikarego, niespełna 27-letniego księdza Zdzisława Kosa z rzymskokatolickiej parafii pw. św. Stanisława w Wierzbicy. Na początki lat 60. XX wieku wierzbicka parafia była bardzo rozległa, obejmowała kilkanaście wsi. Wierzbica się rozwijała, pełna parą pracowała dopiero co zbudowana wielka cementowania. Wraz z budową zakładów przemysłowych pojawili się robotnicy. Przed parafialnymi duszpasterzami stanęły nowe wyzwania. Proboszcz, ks. Marian Bojarczak, nie rozumiał nowych czasów. Nie był w swojej parafii lubiany, ponieważ pobierał wygórowane opłaty za posługi duszpasterskie. Wikary miał inne, „mariawickie” podejście do swoich obowiązków, co nie spodobało sie proboszczowi. Ten ostatni miał szykanować księdza ks. Kosa, a rozmaite plotki na temat tych szykan obiegły parafię, rozbudzając niepokój o los młodego wikarego wśród życzliwych mu parafian.

Ks. Kos został w końcu przeniesiony przez biskupa do innej parafii, ale w 1962 r., zachęcony przez swoich dawnych parafian, pojawił się ponownie w Wierzbicy, gdzie z ich pomocą udało mu się zająć kościół parafialny i stworzyć związek wyznaniowy o nazwie Niezależna Samodzielna Parafia Rzymskokatolicka w Wierzbicy. Część wiernych pozostała jednak wierna biskupowi – dla nich nabożeństwa odprawiano w domu prywatnym lub pod gołym niebem. W miejscowości działy się dantejskie sceny – dochodziło do kłótni i bójek na kamienie, kołki i kłonice, płonęły stodoły. Sprawa dla ks. Kosa zakończyła się ekskomuniką i wydawało się, że w Wierzbicy wszystko wróci do stanu wyjścia.

Część wiernych do końca nie pogodziła się jednak z decyzjami kurii, przedkładając ideały kapłańskie nad posłuszeństwo wobec sztywnych zasad kanonicznych. Swojego duszpasterskie go i moralnego wsparcia postanowili poszukać w Kościele Starokatolickim Mariawitów i udawszy sie do Płocka na doroczne uroczystości z okazji 15 sierpnia w 1968 r. prosili ówczesnego Biskupa Naczelnego M. Innocentego Gołębiowskiego o przyjęcie ich pod jurysdykcję naszego Kościoła (formalny wniosek wpłynął 2 października). Ze względu na kłopoty kadrowe prośba ta nie mogła od razu zaowocować mianowaniem stałego proboszcza. Nową placówkę obsługiwali kapłani z okolicznych parafii: kapłan M. Sławomir Rosiak z Wiśniewa, kapłan M. Łukasz Kaczorek z Warszawy i kapłan M. Eugeniusz Miśkiewicz z Płocka. Stosunkowo najbardziej zaangażowany był w Wierzbicy jednak obecny biskup, a wówczas kapłan Włodzimierz Jaworski, który pomimo niedogodnych połączeń dojeżdżał tu co tydzień z Radzyminka (w latach 1970-73). Warunki nie były łatwe – napięte nastroje społeczne w miasteczku nie ułatwiały pracy duszpasterskiej i dla naszych kapłanów każdy wyjazd do Wierzbicy wiązał się z obelgami czy nawet obrzuceniem kamieniami.

Jednak były i pewne sukcesy – kapłanowi Włodzimierzowi udało się nabyć działkę gruntu z drewnianym budynkiem, który miał być zaadaptowany na kościół. Ten projekt razem ze staraniami o prawne zatwierdzenie parafii mariawickiej w Wierzbicy władze kościelne powierzyły młodemu kapłanowi Fidelisowi Kaczmarskiemu, który był wówczas proboszczem w Pepłowie. I stamtąd (od października 1972 r.) doglądał postępu prac w Wierzbicy. Parafia Starokatolicka Mariawitów pw. Przemienienia Pańskiego została formalnie erygowana przez Biskupa Naczelnego M. Tymoteusza Kowalskiego w 1977 r. I w tym samym roku, 10 lipca w obecności licznego grona mariawickiego duchowieństwa i wiernych została konsekrowana nowa świątynia parafialna. Początki proboszczowania kapłana Fidelisa były również bardzo ciężkie. Spotykał się z licznymi przejawami niechęci, których kulminację stanowiła próba podpalenia plebanii. Stan techniczny budynku kościelnego nie był najlepszy i konieczne było zastąpienie go inną, nową świątynią, tym bardziej, że dochodziło tam do licznych aktów wandalizmu. W przeciągu kilku lat w tym samym miejscu udało się jednak wznieść nowy, murowany kościół, którego sylwetka utrzymana jest w góralskim stylu. Został on poświęcony 16 września 1984 r. Jednak na przestrzeni lat w wyniku jego działalności duszpasterskiej nastawienie do mariawitów w Wierzbicy zaczęło się zmieniać. Jak przyznaje sam kapłan Fidelis, dzisiaj nawet w tych okolicach, gdzie mariawitów jest garstka, słowo „mariawita” stało się synonimem uczciwego, porządnego człowieka. Parafia w Wierzbicy, choć niezbyt liczna, wydała nawet jedno powołanie kapłańskie – pochodzi stamtąd kapłan Krzysztof Czyżewski, proboszcz w Żeliszewie.

Z biegiem lat zmieniła się również sama miejscowość. Kierownictwo miejscowych zakładów pracy nie potrafiło się odnaleźć w warunkach gospodarki rynkowej. Redukcje zatrudnienia dotknęły wszystkich mieszkańców Wierzbicy w tym i mariawitów. Wielu z nich, jak to sami opisywali w poprzednim numerze "Mariawity", musiało za chlebem opuścić Wierzbicę szukając pracy nie tylko w pobliskim Radomiu, ale też w innych, dalej położonych miejscowościach. Nadwątliło to zastępy czcicieli Przenajświętszego Sakramentu w Wierzbicy, co sprawiło, że sytuacja finansowa parafii i jej proboszcza stała się nie do pozazdroszczenia, tym bardziej, że powaznego remiontu zaczął wymagać dom parafialny. Wrodzony optymizm kapłana Fidelisa i jego dar kaznodziejski pozwolił mu jednak pozyskać licznych sprzymierzeńców i dobrodziejów, których hojność umożliwiła mu rozpoczęcie i znaczne zaawansowanie niezbędnych prac remonowych.

Bartosz Łuczak

Artykuł został opublikowany w numerze 1-3/2008 czasopisma "Mariawita""