Nauka wygłoszona przez kapłana M. Fidelisa Kaczmarskiego w czasie rekolekcji w Mińsku Mazowieckim, 30 października 2006 roku

Wyszła procesja z kościoła. Jak zwykle na jej czele szedł krzyż, potem sztandary – ministranckie, młodzieży żeńskiej, potem młodzieży męskiej – a później chorągwie. Było ich mnóstwo, a ich białe szarfy niesione były przez dzieci. A dalej niewiasty i zakonnice trzymające w dłoniach zapalone świece. Potem był baldachim, a pod nim szedł kapłan trzymający złotą monstrancję, a w niej była śnieżnobiała Hostia – Ciało Tego, Który Był, Który Jest i Który Będzie... I dalej orkiestra grała, a za nią szedł tłum wiernych. Ten, który niósł skarb drogocenny uniósł monstrancję i zaintonował pieśń: Jezusa ukrytego w Eucharystii czcić. Wszystko oddać dla Niego, Jego miłością żyć... I rozśpiewał się tłum, pieśń potężniała, a lekki ciepły wiatr powiewając roznosił ją po ziemi całej. Słońce na niezmąconym chmurami niebie odbijało się w złoconej monstrancji opromieniając ją i tego, który niósł Jezusa Eucharystycznego. W miarę upływu drogi z lewej i prawej strony przybywały coraz to nowe chorągwie i włączały się do procesji. I gęstniał tłum, i rósł, i rósł w nieskończoność. Procesja szła i potężniał głos śpiewających piękna pieśń o Jezusie Eucharystycznym...

Wtem na niebie, dotąd czystym, zaczęły pojawiać się czarne chmury. Zbijały się, łączyły, pokrywając z wolna całe niebo, aż odcięły promienie słońca. I zaczął wiać ostry, silny wiatr. Z minuty na minutę narastał zawodząc jakąś pieśń złowrogą. I nagle grom zagłuszył pieśń, a szpony błyskawic rozświetłiły ciemności. Zaczął padac ulewny deszcz. Burza wzmagała się z każdą chwilą. Ten, który niósł Jezusa, przycisnąwszy do piersi monstrancję starał się osłonić ją przed nawałnicą. Pochyliły się chorągwie, a wiele spośród nich w pośpiechu zostało zwiniętych, bop przelęknieni, przestraszeni ludzie ulegli rozszalałym zywiołom, rozpierzchli się, by burzę przeczekać. Świece pogasły...

Jakby wszystki złe moce sprzysięgły się przeciwko tym, którzy szli w tej procesji. A stopy tych, którzy się mimo wszystko nie ulękli przeciwności i szli dalej zaczęły grzęznąć w lepkim błocie. Im chmury na niebie rozbiły się ciemniejsze, im gęstsze były pioruny, im głosniej dusniły gromy, tym bardziej tłum rzedł, zwątlał. I pieśń zdawała się zamierać na ustach sieczonych deszczem i zmagających się z wiatrem ludzi. Ale krzyż wciąż był przed wszystkimi, na czele procesji. A za nim, w niego wpatrzony, szedł ten, który niósł monstrancję, choć ci, co trzymali baldachim już dawno skryli się pod dach. Pochylił głowę i szedł, mimo gromów, mimo błyskawic, mimo błota. On szedł, bo w monstrancji był Ten, który stworzył niebo i ziemię, który godzien jest wszelkiej chwały i wszelkiego poświęcenia!

Aż idąc w znoju nagle zachwiał się, potknął, co widząc podbiegł ku niemu inny kapłan, młodszy, silniejszy i wziął monstrancję ze słabnacych dłoni, i uniósł ją ku górze, by dać znak idącym za nim, by ich pokrzepić i zaśpiewał pieśń: Miłosierdziem Twoim, Panie miłosierdziem błyśnij nam...I poszedł dalej, a tym, co szli za nim, przybyło nagle sił, a pozostałe chorągwie nagle wzniosły się, rozprostowały i załopotały nad tłumem. Procesja nabrała nowego życia... I doszli do krzyża, a krzyż wyznaczał kierunek. Ale cóż to? Znowu ten, który niósł Najświętszy Sakrament potknąwszy się upadł, ale i tym razem natychmiast pojawiłs ie kolejny kapłan i wziąwszy z jego rąk skarb drogocenny, wzniósł ku górze! I zanucił pieśń nową: Twoja cześć i chwała, nasz wieczny Panie, po wszystkie wieki niech nie ustanie... I poprowadził tę procesję...

Aż przybyli znowu do kościoła... Lecz był to jakiś inny kościół... Ogromny... Nie mający granic... A pośród niego stał tron złoty, wokół którego stali aniołowie trzymający złote kadzielnice pełne wonności - modlitw świętych. Ten, który niósł monstrancję postawił ją na owym tronie. Ledwie to uczynił odezwał się głos: ""Oto synowie i córki moje. Oto wojsko Maryi! Oni mi będą wynagradzać zniewagi".A obok tronu stała postać niewieścia. Niby z kryształu... Niby przezroczysta... Niby tęcza... Niby promień światła...Zdjęła płaszcz swój, rozłożyła i przykryła ów lud pielgrzymujący płaszczem swej opieki...

Oto metafora stuletniej wędrówki procesji eucharystycznej Kościoła Mariawitów... Ze wszystkich stron ludzie tęskniący za prawdziwą pobożnością przyłączali się do tej procesji i wznosili swoje chorągwie. Lecz gdy przyszły gromy i siły zła sprzysięgły się, gdy echo gromów wstrząsało ziemią, wiele z tych chorągwi zostało zwiniętych, bo ludzie zlękli się... Każde pokolenie ma swoją własną pieśń. Gdy słabł niosący Skarb w złotej moinstrancji umieszczony, znajdowałs ię inny, co brał go, przejmował i niósł w pochodzie pokoleń. Lecz kiedy ja osłabnę, kiedy moje siły ustaną, czy będę miał komu podać Skarb ów, by kto inny mógł dalej poprowadzić naszą eucharystyczną procesję? Czy ty, siostro i bracie, modlisz się czasem za kapłanów? Czy prosisz Boga, by posłał pracowników do winnicy swojej? Przecież to Dzieło dane jest nie tylko mnie! Nie tylko kapłanom, lecz i tobie!

"Oto synowie i córki moje, oni mi wynagradzać będą...". A więc i ciebie nazywa córką, i ciebie nazywa synem... I wierzysz w to, że będziesz Bogu wynagradzał zniewagi, jakie Mu świat wyrządza. A posłuchaj! A popatrz! A rozejrzyj się, co się dzieje wokół Ciebie! Jak skłócony jest ten świat! Jak się ludzie wzajemnie wyniszczają - aż dziw, że się do tej pory całkiem nie pozagryzali! Jak jedni drugim zazdroszczą! Jak jedni drugich spychają! Jaka nadwrażliwość wielka, jakaż drażliwość dziwna, że powstaje naród przeciwko narodowi, a królestwo przeciw królestwu!

Na pewno nic nie zmienisz, jeśli tylko w milczeniu wzniesiesz oczy do góry! Ale przecież możesz tej agresji, tej nienawiści położyć kres, jeśli zaczniesz swoja cichą modlitwę. Kiedy przyłączysz się do tej procesji. Wasza chorągiew z Mińska nie została zwinięta! Nie ulękli się ojcowie wasi i nie zwinęli jej, choć tłum malał, choć nastały ciężkie czasy - oni szli w tej procesji nadal! Czy dziś chciałbyś się z niej wycofać, bo sytuacja przerasta Cię, przeraża? A może jednak chcesz iść dalej, śpiewając pieśń eucharystyczną, bo chcesz dojść do tronu Najwyższego, gdzie wszyscy, jako duchy czyste, aniołowie Boży i gdzie ty, jako wybrany weźmiesz wieniec nieskazitelnej chwały za twoje poświęcenie...Tak niewiele ci brakuje! Nie zniechęcaj się, lecz modlitwą, cichym i skromnym życiem, twoją uczciwością dawaj świadectwo Prawdzie...

Siejmy więc to Dzieło! Gdziekolwiek się znajdziesz, siostro bracie, nie wstydź się powiedzieć innym o tym, ze Bóg dał nam światło nadziei, że jest nim cześć Najświętszego Sakramentu! Wypełnij swój obowiązek, aby twój siew wydał plon stokrotny.

notował: K. Mazur